Raz, dwa, trzy skaczesz Ty!

By Permalink 0

Udało się!

Każdy z nas ma jakieś swoje lęki, coś co go paraliżuje jak ma to zrobić. Coś co jednocześnie nie sprawia problemów innym ludziom. A przecież życie nam jeszcze miłe, więc po prostu omijamy szerokim łukiem sytuacje, które by od nas wymagały takiej aktywności.

Ja mam taki problem ze wskakiwaniem na „coś”. Np. podczas pływania na wakeu mam problem przed wskakiwaniem na przeszkody (zazwyczaj na nie najeżdżam), a obecnie na cross treningu jest to wskok na skrzynię.
(Może być to spowodowane nieudaną próbą przeskoczenia kozła, jeszcze w czasach podstawówki. Zamiast przeskoczyć przez kozła, po prostu w niego wpadłam, a moja twarz miała z nim bliskie spotkanie. Myślę, że najbardziej niezadowolony był z tego mój nos.)

Jak stoję nad skrzynią to jedyne o czym myślę to „lubię swoją twarz, lubię swoje piszczele”. Po czym grzecznie na nią wchodzę zamiast wskoczyć. A przecież wiem, chociaż by z wakea, że ucząc się nowych rzeczy trzeba upaść, trzeba oswoić się ze strachem, a później okazuje się, że strach ma tylko wielkie oczy!

Bardzo nie lubię jak coś mnie ogranicza. Jeżeli nie mogę robić tego co chcę. Zatem jednym z moich postanowień na nowy rok było swobodne wskakiwanie na skrzynię.

Dziś rano na treningu była ku temu idealna okazja. Nie przyszło dużo osób, więc każdy ćwiczył na innej stacji. Zostałyśmy sam na sam. Był czas się nad nią pomodlić i pozastanawiać nad sensem jej istnienia 😉
I w tym jedna z myśli: „A co się może takiego stać? Przecież to tylko skrzynia! Większość osób na nią wskakuje i się nie rozbija. A nawet jeśli to co najgorszego się stanie? Nabiję sobie guza? Skompromituję się?”.

Koniec z myśleniem! Skoczyłam jeden raz, drugi, trzeci. Za mną pierwszy obieg, drugi, trzeci! A ja nadal żyję i nic mi nie jest. Nagle mój przedostatni skok kończę tyłkiem na ziemi. Auuuć trochę boli, ale to nic. Szybko wstaję i skaczę ostatni raz,  żeby się nie zrazić.

I co? I o to był ten strach? Przecież dałam radę i tylko raz upadłam.

Co mogę więcej powiedzieć? Próbuj! To co możesz zyskać to wolność i władzę nad swoimi słabościami. A przy tym wszystkim satysfakcję i dumę, że się nie poddałeś.

new

0
  • Przyznam Ci się, że miałam ogromny lęk skakania na skrzynię, gdy uderzyłam w nią kolanem. Ból był niesamowity, a po paru tygodniach okazało się, że będę musiała mieć nawet operację. Po roku znów stanęłam przed skrzynią i… skoczyłam bez problemu 🙂

    • Wow! A co się stało, że potrzebna była operacja? To podziwiam i gratuluję przełamania lęku. Ja cały czas się oswajam. Dziś też skakałam i było ok 🙂

  • Mnie ostatnio zainspirowały kettlebells. Mój lęk to był zwichnięty nadgarstek przy niektórych ćwiczeniach. Na szczęście nie jest tak łatwo o taką kontuzję. Wystarczy dobrać odpowiedni ciężar.

    • To fakt, czasem zdrowy rozsądek wystarczy, żeby uniknąć kontuzji. Każdy z Nas ma coś takiego w głowie. Najważniejsze to się nie poddawać i nie szukać wymówek, tylko rozwiązań.