Przegląd tygodnia #6 – Skoki z kickera, Deep Dish Pizza

Jak zbliża się czas na post z podsumowaniem tygodnia, to zastanawiam się co ja w nim zamieszczę – przecież niewiele się działo. Jednak jak zaczynam wypisywać sobie o czym chciałabym napisać, okazuje się, że jest to całkiem fajna lista. Mam nadzieję, że chociaż niektóre punkty okażą się dla Ciebie inspirujące.

Kulinarnie

W tym tygodniu zapraszam Was na mój nowy przepis na kotlety mięsno-brokułowe. Powstały one dzięki temu, co akurat miała w lodówce, a okazały się mega fajne! Myślę, że zagoszczą u mnie w codziennym menu.

Za to niedzielny obiad nie należał już do zbytnio zdrowych, ale Marcin już od kilku miesięcy próbował wyciągnąć mnie na Deep Dish Pizze do Big Adriano. Co to takiego? Można powiedzieć, że trochę odwrócona, głęboka pizza. Składa się ona z bardzo cienkiego spodu, a forma spełnia funkcję głębokiej miski. Następnie mamy ogrom sera przykrytego dodatkami i sosem. Po rozkrojeniu pizza się rozpływa, a ty możesz delektować się ciągnącym serem.

Zamówiliśmy średnią porcję na dwie osoby i okazało się, że po zjedzeniu uprzednio przystawek, zmieściłam jedynie niecały jeden kawałek pizzy! 1/4 została przez nas nietknięta. Tona sera robi swoje i można szybko się napełnić takim daniem.

Sama restauracja urządzona w amerykańskim stylu. Oczekując na pizze (na deep dish pizze oczekuje się do 45min), można pograć w plaszówki, których jest całkiem duży wybór.

Podsumowując, uważam, że jest to ciekawa forma pizzy i warto jej spróbować. Jednak dla mnie trochę zbyt ciężkie do przetrawienia danie, więc zdecydowanie nie wpiszę go do stałego menu.

Towarzysko

W piątek odwiedziliśmy Naszych znajomych, którym urodziło się dziecko – Asiu i Michale, oby Krzyś rósł zdrowy i duży 🙂

Muszę Wam zdradzić, że zostaliśmy ugoszczeni pysznym piwkiem domowej produkcji. Ja nie piłam, ale Marcin sobie chwalił, a do wyboru miał aż trzy smaki. Jest to fajna alternatywa do tych sklepowych , chemicznych piw. Ktoś z Was też ma swoją domową produkcję?

Następnym razem wpadam do nich z aparatem i rzeczami do sesji zdjęciowej 😀 Jestem zachwycona jak urządzili mieszkanie w starej kamienicy – odkryta naturalna cegła, jasne kolory i dbałość o szczegóły. W 100% mój klimat.

Sportowo

W poniedziałek zmobilizowałam się i po 1,5 miesięcznej przerwie wybrałam się na cross training. Wiedziałam, że nie będzie lekko, wiedziałam, że zakwasy bedą, ale że aż takie, żeby nie móc normalnie chodzić? Każde schody, toaleta i wsiadanie do samochodu okazały się dla mnie wyzwaniem 😀 Macie jakieś sprawdzone sposoby, żeby szybko pozbyć się zakwasów? Pani, która pracuje u mnie w szkole doradziła mi complex witami B na zakwasy (myślała, że sobie coś zrobiłam, jak zobaczyła jak pokracznie idę). Od razu tego samego dnia zakupiłam witaminki. Efekt? Faktycznie następnego dnia było lżej, ale nie mam pewności, że to dzięki lekom. Innym sposobem, który stosuję to rozciąganie – dlatego wybrałam się na zajęcia mobility.

Ku mojej uciesze poszedł ze mną Marcin, skuszony zajęciami, gdzie wykorzystywany jest roller. Okazało się, że rollera nie było, a Marcin przez 15 min powtarzał, że mnie zabije, że go namówiłam na te zajęcia. Ubaw miałam niesamowity patrząc jak skacze jak sarenka podczas rozgrzewki. Na szczęście dalsza część zajęć, która była już bardziej statyczna, spodobała mu się na tyle, że po powrocie do domu zapisał się na następne tego typu zajęcia! Uważam to za mały sukces, bo nie łatwo go było namówić na wspólny trening. 🙂

Czekając, aż zakwasy miną, dopiero w sobotę odbyłam kolejny trening i były to oczywiście sesje wakeboardowe w Wakepark Łomianki.

Na blogu pojawił się również wpis: „Co warto zabrać ze sobą na wakepark? Moja sprawdzona lista„. Jeśli wybierasz się pierwszy raz to ten tekst jest dla Ciebie!

W sobotę ćwiczyłam skoki z kickera ustawionego na lewą nogę (idealnie!). Powiem Wam, że to był naprawdę dobry trening! Woda była tak ciepła, że w końcu w tym sezonie mogłam założyć krótką piankę. Każdy trening, gdzie uczę się nowych rzeczy lub dopracowuję trudniejsze triki kończą się często upadkami do wody. Oczywistym jest, że większy progress robi się, jak nie martwisz się, czy się zamoczysz, czy nie (np. przy 10 stopniach to jest ostatnia rzecz o jakiej marzę). Mam wrażenie, że w sobotę oddałam kilka naprawdę wysokich skoków, które nie wychodziły mi tak dobrze w zeszlym sezonie. Oby tak dalej!

W niedzielę miałam już rezerwację na innym wyciągu i na fali dobrych skoków postawiłam na dalszy trening kickera – tym razem postawionego na prawą nogę. Kicker atakowałam z toeside’u (tzn z krawędzi, gdzie są palce) i ćwiczyłam skoki 180 (zmianę nogi przy lądowaniu) i 360 (pełny obrót po wyskoku o 360 stopni). O ile lądowanie ze zmianą nogi mam opanowanie, o tyle 360 muszę dopracować – jest na liście celów na ten sezon.

Pełna fotorelacja na FB.

Zdjęcia: Marcin Piechota

 

3